Fakty Kontrowersje Wybór redakcji

Koronawirus w Polsce badany tylko do piętnastej. Potem ma wolne…

Rekordową popularność zdobywa w sieci filmik kobiety, która opowiada o “procedurach” zastosowanych wobec niej przy podejrzeniu koronawirusa. Szczegółowo opowiedziała o absurdach i polskiej specyfice. Cóż, módlmy się, żeby ten wirus był rzeczywiście jakąś intrygą koncernów farmaceutycznych. Bo jeśli jest naprawdę groźny…

Pani Anna zamieściła na swoim profilu na Fabebooku relację o tym, jak postępowano z nią przy podejrzeniu zarażenia koronawirusem. Zgłosiła się do szpitala z wysoką gorączką i trudnościami z oddychaniem. Gdy testy na grypę dały wynik negatywny i stało się realne, że może mieć koronawirusa (dużo wyjeżdżała, przebywała m.in. we Włoszech i USA), zaczęło się paniczne przerzucanie “problemu”.

“Liczba absurdów, która spotkała mnie i kadrę szpitala jest nie do pojęcia. Z perspektywy pacjenta i logicznie myślącego człowieka” – mówi pani Anna zaznaczając na wstępie, że nie ma absolutnie nic do zarzucenia szpitalowi w Krotoszynie, lekarzom i pielęgniarkom.

Jej zdaniem to system i rząd są winni.

Proceduralna “ściema”

“Lekarze, pielęgniarki, Sanepid w Krotoszynie są tak samo zbulwersowani sytuacją, w jakiej się znalazłam (…). Do szpitala trafiłam we wtorek rano. Moje objawy rzeczywiście wskazywały na koronawirusa, co biorąc pod uwagę moje liczne wyjazdy zagraniczne, w tym do Włoch i do Kalifornii, było bardzo prawdopodobne. Gorączka 38,6, trudności z oddychaniem, niesamowity ból mięśni, kaszel… Jednym słowem, wszystkie objawy, a których słyszą państwo obecnie w mediach. Lekarz internista skierował mnie na izbę przyjęć szpitala w Krotoszynie. Dziś już wiem, że nie powinnam się tutaj w ogóle znaleźć. Powinnam zostać skierowana do szpitala zakaźnego. Tak się jednak nie stało, trafiłam tutaj. (…)” – opowiada Anna w relacji.

Cały czas podkreślając, że nie wini personelu, przekazuje wstrząsającą relację przerażonego człowieka, który “próbuje łapać oddech”, gdy inni zajmują się procedurami.

“Pan doktor obdzwonił kilkanaście szpitali zakaźnych, z którymi według procedury powinien się kontaktować. W ciągu minut miała być gotowa karetka i miałam być przewieziona do szpitala zakaźnego w Kaliszu lub Poznaniu. (…) Problem w tym, że pomimo jednoznacznych objawów koronawirusa i przebywania w północnych Włoszech trzy tygodnie wcześniej, żaden ze szpitali nie chciał mnie przyjąć. W myśl zasady: wasz pacjent, wasz problem. Dlaczego? Jedyny argument, który usłyszałam: wylęganie wirusa trwa 14 dni, ja wróciłam z Włoch 21 dni temu. Nieważny był mój stan, nieważne były objawy jednoznacznie wskazujące na koronawirusa. Nieważne było to, że każdy organizm jest inny, ani to, że wróciłam z kolejnej podróży zagranicznej. Ważne były widełki 14 dni. Pacjentki nie przyjmiemy” – relacjonuje.

Wirusy tylko do piętnastej

Zrobiono test na grypę, zapowiadając, że jeśli będzie wynik ujemny, zostanie przewieziona do szpitala zakaźnego. Mimo że wynik był ujemny, nie dotrzymano słowa. Nakazano pobranie próbek szpitalowi w Krotoszynie, mimo że procedury rzekomo były inne.

“Była godzina 14. a laboratorium w Warszawie pracowało od 7 do 15. Nie przyjmujemy próbek. Tacy jesteśmy w naszych mediach narodowych przygotowani. Całodobowa infolinia, kursy mycia rąk… wszystko. Ale próbki do piętnastej… Koronawirus od piętnastej ma wolne. Spędza czas z rodziną niczym każdy Polak w niedzielę niehandlową. No więc byliśmy w kropce. Szpital zakaźny nie chciał mnie przyjąć, laboratorium w Warszawie nie chce moich wymazów na potwierdzenie koronawirusa, SOR zamknięty, media pod drzwiami, a ja leżę bez pomocy i z lekarzami, którzy nie wiedzą co robić. Odbiliśmy się wszyscy od ściany. Przewieziono mnie do izolatki, ustabilizowano mój stan, wtłoczono we mnie kilka jeśli nie kilkanaście kroplówek, tlen… Wymazy miały być pobrane w środę rano” – mówi Anna.

Nie przyjmiemy i co nam zrobicie?

Zwraca uwagę, że próbki pobrał od niej nieprzeszkolony do tego personel (podkreślając, że nie wini o to pielęgniarek, tylko zaznaczając, że nie powinny tego robić).

“To szpital zakaźny powinien się mną zająć. Jednak oni nie chcieli mnie przyjąć. Próbki pojechały do Warszawy. Jest środa. Ale niczym bumerang wraca 14 dni. Ponieważ w środę dowiaduję się, że nie ma pewności, że Warszawa moje próbki przebada. (…) 14 dni. Takie były moje widełki. Pod kroplówką, z tlenem i szumem medialnym za oknem. Drodzy państwo, przebadanie próbek w Chinach trwa 3 godziny. W Polsce, ze względu na sprzęt, który posiadamy, trwa sześć. Ale minęła środa, wyniku brak. Minął czwartek, wyniku brak. Piątek… nie. Dziś jest sobota. Ja jestem zamknięta w izolatce na paru metrach kwadratowych. Kto walczy o wynik? Ano lekarze z krotoszyńskiego szpitala. Lekarz, który ma dyżur za dyżurem, który mam wrażenie, że jest tutaj non stop. Ten lekarz dzwoni do Warszawy nie raz, nie dwa razy, ale paręnaście razy dziennie, od środy. Któż by odebrał w Warszawie w sprawie jakiegoś koronawirusa…

Nikt nie odbiera. A jeśli już odebrali to mieli czelność powiedzieć lekarzowi, aby do nich nie wydzwaniał i dał im pracować, ponieważ wyników nie ma. To słyszy lekarz, który chce pomagać swojemu pacjentowi. Mój stan uległ poprawie. Wierzę że nie mam koronawirusa. Ale co gdybym go miała. Proszę postawić się w mojej sytuacji. Ja jestem bezsilna, lekarze są bezsilni. Absurd goni absurd. Nic dziwnego, że mapki w mediach pokazują Polskę wolną od koronawirusa, bo tutaj nikt go nie bada. Jestem bez wyniku, bez diagnozy i zamknięta w izolatce. I nie wiem jakim cudem mój stan się poprawił. Tylko dzięki temu, że lekarze wtłaczają we mnie kroplówki. A całe miasto wokół jest w gotowości. Żyjące plotkami celującymi w szpital jakoby ten ukrywał wynik i celującymi w moją rodzinę, która rzekomo nie stosuje się do kwarantanny.”

Przekaz podprogowy

Na koniec pani Anna zdecydowała się powiedzieć parę słów do rządu.

“Mamicie Polaków rewelacjami na temat naszej cudownej sytuacji w Polsce. Dzielicie na lepszy i gorszy sort. Ale okłamywać nas w temacie przygotowania służby zdrowia na realny problem jakim jest koronawirus jest obecnie na pierwszym miejscu waszej obłudy. To co przekazujecie do mediów powinno być karalne” – kończy pani Anna, przecierając oko środkowym palcem niczym posłanka Lichocka, zaznaczając, że nie jest związana z żadną partią.

Koronawirus nas nie wykończy. Wykończą nas osiemdziesiąt dwie godziny czekania na wynik
Anna

Wyniki pojawiły się już po opublikowania nagrania, po 88 godzinach. Pani Anna nie miała koronawirusa. Być może część osób uzna, że niepotrzebnie robi zadymę. Zwracamy jednak uwagę, że wynik testu mógłby być jednak inny, a wiele osób wskazuje, że Polska traktuje zagrożenie niepoważnie. W innych krajach procedury działają i są skuteczne. U nas nikt nie wpadł nawet na pomysł, żeby badać ludzi na lotniskach czy rozdawać ulotki. Dopiero jak zalała rząd fala krytyki zdecydowano się poinformować, że lotniska… kupują termometry.

Poważne zagrożenie

Wiele osób jest zdania, że koronawirus nie stanowi istotnego zagrożenia i nie ma się co nim przejmować, a nagłaśnianie sytuacji służy tylko koncernom farmaceutycznym i tworzeniu spisków. Lekarze i fachowcy jednak są poważnie zaniepokojeni i wskazują na szereg istotnych kwestii takich jak nieprzewidywalność nowych zagrożeń, możliwe konsekwencje, skutki towarzyszące epidemii (np. ekonomiczne oraz brak leków na inne choroby, gdyż wiele z produktów wytwarzają chińskie fabryki).

Naukowcy i eksperci dmuchają na zimne. Patrząc na polskie procedury lepiej, żeby nie mieli racji.

Całe nagranie można obejrzeć tutaj:

Koronawirus – media a rzeczywistość.Aktualizacja: 30 minut po zamieszczeniu tego filmu, PZH z Warszawy przekazał do szpitala informacje o ujemnym wyniku badania na obecność koronawirusa. Liczba godzin potrzebnych do uzyskania wyniku: 88.

Gepostet von Anna Morawska am Samstag, 29. Februar 2020

Pani Anna tego wszystkiego nie zmyśliła. Wcześniej w mediach pojawiały się cząstkowe informacje o jej “przypadku”. Gazeta Krotoszyńska na przykład informowała:

– Mimo wielu telefonów do laboratorium ze strony lekarza wyznaczonego do kontaktu z PZH, wiemy jedynie tyle, że badania są w trakcie wykonywania – informuje rzecznik szpitala powiatowego w Krotoszynie.

Przypomnijmy: na krotoszyński SOR 25 lutego zgłosiła się pacjentka z podejrzeniem zakażenie groźnym wirusem z Chin. Uskarżała się na wysoką gorączkę powyżej 38 st. Celsjusza i problemy z oddychaniem. Przebywała w północnych Włoszech w dniach 27 stycznia – 4 lutego. Potem od 17 do 23 lutego była w USA.

29 lutego na godz. 9.45 Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Krotoszynie nie posiadał wyników badań pacjentki. Z informacji, które zostały przekazane szpitalowi na początku procesu diagnostycznego przez Państwowy Zakład Higieny w Warszawie wynikało, że wyniki badań powinny zostać przekazane do Krotoszyna w piątek 28 lutego do godz. 12.00.”

Wyników brak

“Mimo że od zgłoszenia pacjentki z podejrzeniem koronawirusa do szpitala w Krotoszynie (woj. wielkopolskie) minęły już 4 dni, szpital wciąż nie informuje, czy kobieta jest zarażona SARS-Cov-2. – Nie mamy wyników – enigmatycznie i tajemniczo mówi Sławomir Pałasz, rzecznik prasowy SPZOZ w Krotoszynie. Wcześniej zapowiadano, że wyniki poznamy w czwartek po godzinie 15.” – pisał se.pl.

Zobacz także

Indyjska zakonnica prześladowana za ujawnienie gwałtów dokonywanych przez księży

Natalia Klimczak

Łaska zaśpiewa podczas Oscarowej gali!

Redakcja

Siedzący tryb życia zwiększa ryzyko depresji u nastolatków

Natalia Klimczak

1 komentarz

Bogdan Sitnicki 1 marca 2020 at 08:42

Czysta polityka – cytuję: “Dzielicie na lepszy i gorszy sort. Ale okłamywać nas w temacie przygotowania służby zdrowia na realny problem jakim jest koronawirus jest obecnie na pierwszym miejscu waszej obłudy. To co przekazujecie do mediów powinno być karalne” – kończy pani Anna, przecierając oko środkowym palcem niczym posłanka Lichocka, zaznaczając, że nie jest związana z żadną partią”.

Odpowiedz

Skomentuj

Ta strona używa plików cookies, aby usprawnić jej działanie. Twoja prywatność jest chroniona zzgodnie z naszą Polityką Prywatności Akceptuję Czytaj więcej

Polityka Prywatności