Kontrowersje Spiski i konflikty Wybór redakcji

Jak dziennikarze pracują ze służbami. Lepiej to wiedzieć…

Część dziennikarzy była i jest oskarżana o współpracę z wywiadem oraz innymi służbami specjalnymi. Najczęściej chodzi o pracę dla własnego państwa, ale są też wyjątki. Niekiedy te doniesienia mają określone podstawy, czasem są to zwykłe fejki. Chcesz wiedzieć, jak jest naprawdę?

Oskarżenia czy pomówienia?

Jednym z najsłynniejszych oskarżonych o współpracę z wywiadem był Ryszard Kapuściński, uważany za najważniejszego polskiego reportażystę. Trudno wierzyć, że mógł wyjeżdżać i pisać o całym świecie bez cichej zgody wywiadu, ale czy to od razu oznacza, że realizował na jego rzecz określone zadania?

Najpoważniejsze oskarżenia w tym wypadku są związane z książką “Cesarz” o władcy Etiopii. Potomkowie obalonego cesarza twierdzą, że książka została napisana na polityczne zamówienie, zniekształca obraz nie tylko Etiopii ale też całej Afryki na świecie. Wtedy Etiopia była w rosyjskiej strefie wpływów.

Książka ta nie tylko zniszczyła reputację cesarza i naszej rodziny, ale zatruła także współczesną historię Etiopii dla kilku przyszłych pokoleń. W Polsce chyba nikt sobie tego nie uświadamia, jak wielką propagandową robotę zrobił Kapuściński dla Sowietów i zamachowców z junty wojskowej czyli Dergu z Mengistu Hajle Marjamem na czele. Przy czym, jak zaznaczał sam autor, chodziło o fikcję literacką, a nie reportaż. W wielu recenzjach podkreśla się jednak, że autor wynalazł nową formę – fikcyjny czyli zmyślony reportaż polityczny. Czy to nie jest czysty Orwell? I za tę nową formę okrzyknięto autora wybitnym dziennikarzem. W jakich językach ukazała się ta książka i w ilu milionowych nakładach?

Mówił w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” książę Ermias Sahle-Selassje.

O współpracy Kapuścińskiego z SB doniósł w 2007 r. “Newsweek Polska”. Tygodnik napisał, że od 1965 do 1972 (lub 1977) Kapuściński współpracował z wywiadem. W IPN zachowały się jego meldunki. Żona pisarza odpierała, że Kapuściński nie przywiązywał wagi do “rejestracji” uznając, że wszyscy dziennikarze wyjeżdżający za granicę w tych czasach są traktowani jako źródła informacji i poddani takim procedurom. Potem rozdziały o współpracy z SB pojawiły się w biografii Kapuścińskiego napisanej przez Artura Domosławskiego. Zdania co do postawy Kapuścińskiego były podzielone. Doniesienia nie odebrały jego dziełom literackiego kunsztu. Część dziennikarzy uznała jednak, że w zupełnie innym świetle stawiają wiarygodność reporterską. Tym bardziej, że już wcześniej zarzucano Kapuścińskiemu, że zmyśla i przeinacza fakty.

Stare dzieje? A może jednak…

W systemie totalitarnym oskarżenia o współpracę ze służbami to swoista norma, choć dziś wiele osób żyjących w PRL i wyjeżdżających z kraju w ramach pracy stanowczo zaprzecza, że robili to w porozumieniu ze służbami. Niestety, mało kto im wierzy.

Ciekawsze są jednak najnowsze historie. Na początku XXI wieku w raporcie Macierewicza pojawiło się kilka oskarżeń o współpracę lub próbę nawiązania współpracy przez WSI z dziennikarzami. Raport jest dziś krytykowany, a aneks do niego w ogóle się nie ukazał. Jednak smród pozostał.

Tak duży, że wiele osób zaczęło podejrzewać całą brać dziennikarską o powiązania i działalność we współpracy albo wręcz na etacie służb. Przez to każda afera ujawniana przez dziennikarzy śledczych może zostać zakwestionowana przez opisywanych bohaterów. Ci w zasadzie za każdym razem sugerują, że to służby “nadały” albo, co gorsza, zmanipulowały informacje, by ich pogrążyć. Tak było na przykład ze słynną sprawą Romualda Szeremietiewa, wiceministra obrony narodowej, o którym dziennikarze napisali m.in., że nie może się wytłumaczyć ze swojego majątku. Przez to tekst odebrano jako sugestię, że wiceminister bierze łapówki od koncernów zbrojeniowych. Po latach Szeremietiewa uniewinniono ze wszystkich zarzutów (albo się przedawniły), co sprawia, że atakuje on do dziś dziennikarzy. Ci jednak wygrali sprawy o naruszenie dóbr osobistych, a sądy orzekły, że teksty były rzetelne.

Dobre chłopaki od taśm

Najwięcej spekulacji o współpracy dziennikarzy ze służbami pojawiło się po aferze taśmowej (ujawnieniu nagrań z restauracji u Sowy i Przyjaciół oraz Amber Room). Piotra Nisztora, który chodził z tymi taśmami po redakcjach, a potem napisał tekst wspólnie z dziennikarzami “Wprost”, już wcześniej podejrzewano o dziwne związki. Wojciech Surmacz, dziennikarz m.in. Forbesa, potem mediów braci Karnowskich, następnie prezes PAP, napisał tekst, w którym nomen omen wprost stwierdził, że ma dowody, że Nisztor był agentem CBA. Nisztor zaprzeczał, ale nie wiadomo jak zakończyła się ta sprawa (czy doszło do rozprawy sądowej i co z niej wynikło?).

Piotr Niemczyk, były wysoki rangą pracownik UOP, sam siebie dziś określa na Instagramie jako “pogromca gmyzow i nisztorow”. W latach 1993–1994 pracował jako zastępca dyrektora Zarządu Wywiadu UOP. Co ciekawe, prywatnie jest mężem jednej z najbardziej znanych dziennikarek śledczych, związanej z Polityką a potem Gazetą Wyborczą i OKO.Press – Bianki Mikołajewskiej.

Tańczący ze służbami

Faktem jest, że Piotr Nisztor wielokrotnie podawał na Twitterze przedziwne informacje o planowanych aresztowaniach i innych operacjach służb, którą to wiedzę musiał mieć od agentów. Marek Falenta (skazany za zlecenie nagrań), napisał po swoim aresztowaniu list do prezesa Prawa i Sprawiedliwości – Jarosława Kaczyńskiego, w którym sugerował, że działał w porozumieniu z dziennikarzami i służbami, i że to Cezary Gmyz go skontaktował z agentami CBA i ABW. Z samym Nisztorem Falenta był również bardzo blisko.

To spowodowało lawinę tekstów o tym, że Gmyz jest współpracownikiem służb. Dziennikarz TVP stanowczo zaprzeczył i zapowiedział procesy wszystkim, którzy będą powielać twierdzenia Falenty. Faktem jest jednak, że Falenta zatrudniał byłych agentów i kontaktował się z nimi. Trudno więc nie niepokoić się, jeśli potem wybucha tak duża afera, która w zasadzie może być określana jako zamach stanu i w której pojawiały się oskarżenia, że nagrania zostały wykonane rękami polskimi, ale w wyniku intrygi służb rosyjskich.

Wszelkie fałszywe informacje dotyczące rzekomej niejawnej współpracy ze służbami specjalnymi spotykały i spotykać się będą z stanowczą reakcją na drodze prawnej. Z powodu podobnych pomówień z przeszłości poddałem się autolustracji – napisał na Twitterze Gmyz.

Zarzuty o współpracę dziennikarzy ze służbami powielano wiele razy. M.in. Jacka Łęskiego, dzisiaj prowadzącego w TVP programy “Alarm” i “Studio Polska” wiele osób oskarżało o zbyt bliskie związki ze służbami (głównie z Urzędem Ochrony Państwa, poprzednikiem ABW). W książce Wojciecha Sumlińskiego i Tomasza Budzyńskiego (byłego funkcjonariusza i szefa delegatury ABW w Lublinie) pojawił się fragment, z którego jasno wynika, że autorzy oskarżają Łęskiego o pracę dla służb.

“Przez szereg następnych lat Redaktor oddał nam nieocenione usługi. Jako dziennikarz zrobił oszałamiającą karierę i tylko nieliczni domyślali się, że tak naprawdę nigdy nie był dziennikarzem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Był za to dobrym i sumiennym „współpracownikiem” – jednym z kilku, jakich „Firma” miała wówczas na Lubelszczyźnie, jednym z setki, jakich miała na terenie całego kraju. I współpracował jeszcze długo – wspomina Łęskiego mjr Budzyński w książce „Oficer”.”

Zarzuty te powtórzyła potem Gazeta Finansowa oraz kilka portali. Działanie na rzecz służb w latach 90-tych wypomniał następnie Łęskiemu jego były kolega z redakcji, Leszek Kraskowski.

Wpisy Leszka Kraskowskiego na Facebooku
Screen z tekstu o rzekomej współpracy dziennikarzy ze służbami na niezlomni.com

Łęski stanowczo zaprzecza, że był tajnym agentem czy współpracownikiem służb. Sumlińskiego nazwał ponadto “kłamcą, bajkopisarzem i plagiatorem”. Kilkanaście dni później wytoczył mu proces.

Rok temu obaj dziennikarze obrzucali się oskarżeniami, zresztą nie pierwszy raz. Sprawę oceni sąd, czekamy na wyrok.

Ciekawostka: Sumliński w nagraniach twierdzi, że nie powiedział tego, co rzekomo powiedział (że Łęski był tajnym współpracownikiem UOP)

“Nie, nie nazwałem go tajnym współpracownikiem UOP. Nazywałem go dziennikarzem, który nigdy nie był niezależnym dziennikarzem” – tłumaczył na Youtube Sumliński, jednocześnie dalej ostro krytykując Łęskiego i zapowiadając, że ujawni znacznie więcej rzekomo wstydliwych rzeczy na temat dziennikarza TVP. Wypowiedzi brzmiały jak forma ostrzeżenia, czy nawet szantażu (na zasadzie: lepiej się zastanów, czy chcesz tego procesu). Minął rok, niewiele więcej wiadomo o tej sprawie.

Nie chcemy bronić Jacka Łęskiego, Cezarego Gmyza czy Piotra Nisztora. Sami powinni zadbać o swój wizerunek i jednoznacznie wyjaśniać stawiane zarzuty. Ale trzeba tutaj jasno napisać, że agenci służb mogą pomawiać dziennikarzy. Dziennikarz śledczy to specyficzny zawód, w którym trzeba spotykać się ze źródłami także w służbach, prowadzić z nimi rozmowy trochę na zasadzie pewnej gry operacyjnej. Niewykluczone, że część takich agentów potem opowiada, że ma swoich dziennikarzy w mediach, że ich inspiruje lub nimi manipuluje. To wcale nie musi być prawda, bo dziennikarz może pozostawać przy tym niezależny, czasem udając przed źródłem, że wykonuje jego “polecenia”. O niezależności i rzetelności za to powinny świadczyć obiektywne, prawdziwe i udokumentowane teksty, w których nie chodzi o to, by komuś dowalić, tylko żeby poinformować społeczeństwo o faktach, działać w interesie publicznym. Czy tak jest w przypadku tekstów i materiałów wymienionych dziennikarzy? Ocena należy do fachowców i czytelników.

Trochę to jednak dziwne, że wszystkie te sprawy nie zostały dotąd jednoznacznie wyjaśnione. Dziennikarze zaprzeczają i straszą procesami, jakby nie rozumieli, że w debacie publicznej nie chodzi o to, kto komu napluje w twarz i potem będzie się z nim sądził przez pięć lat, tylko o prawdę, o którą przecież sami rzekomo walczą. Powinni bardzo ostro reagować na takie pomówienia i rzetelnie, przy otwartych drzwiach je wyjaśniać, żeby nie było żadnych wątpliwości, że nie manipulują społeczeństwem (czy organami państwa) swoimi publikacjami. Pomawianie się i nie wyjaśnianie spraw nie służy nikomu, bo przecież to żurnaliści mają dbać o weryfikację źródeł i rzetelne informowanie społeczeństwa. Ich wiarygodności nie podnoszą też publikowane na portalach społecznościowych plotki oraz przeprosiny, kasowane po sekundzie.

Jak zatem mamy wierzyć w doniesienia i niezależność mediów?

Taki wpis widnieje w internecie od 2017 r. Dlaczego Jacek Łęski nie zadbał, żeby go usunięto? Czy pracując w TVP nie powinien bardziej monitorować publikacji o sobie. Panie Jacku, my nic Panu nie zarzucamy, nie wiemy, jak jest, nie szukaliśmy i nie sprawdzaliśmy dowodów, każdy ma wrogów, ale dziennikarz niezależny musi bardzo dokładnie wyjaśniać takie “oskarżenia” czy pomówienia. Bardzo o to prosimy.

Panu Cezaremu Gmyzowi to już nawet nie wiemy co napisać, po takich jego wpisach:

fot. screeny z filmów i programów TV

Zobacz także

Mamy to! Polak zwyciężył World Marathon Challenge

Anna Zielińska

Pogoda na życzenie. Kto posieje deszcz?

Anna Zielińska

Baptyści uważają, że można bić dzieci

Natalia Klimczak

Skomentuj

Ta strona używa plików cookies, aby usprawnić jej działanie. Twoja prywatność jest chroniona zzgodnie z naszą Polityką Prywatności Akceptuję Czytaj więcej

Polityka Prywatności