Kontrowersje Wybór redakcji

Jolkagate – czy to już koniec?

Przysłowiowego konia z rzędem temu, kto po obejrzeniu dwóch zdjęć obecnych w sieci od 13 lutego, na których ładna i młoda brunetka zarzuca Andrzejowi Dudzie ręce na szyję i przytula się kurczowo do jego ramienia nie pomyślał, że jest to osoba „wystawiona” przez politycznych przeciwników prezydenta.

Zdjęcia zostały zrobione przez profesjonalnego fotografa, zatrudnianego przez Kancelarię Prezydenta RP, na spotkaniu PAD z wyborcami w Zakliczynie pod Tarnowem, 12 lutego – czyli dwa dni przed Walentynkami – co może mieć niebagatelne znaczenie dla sprawy.

Jak to było?

Osoba ze zdjęcia przedstawia się jako Jolka Rosiek (dane osobowe potwierdzone), ma 27 lat i mieszka w Łososinie Dolnej pod Starym Sączem. Jak przystało na góralkę, ma w sobie dużo konsekwencji, uporu i życiowego sprytu. I jedną cechę, która usuwa w cień wszystkie inne – jest bardzo zakochana w prezydencie RP. Jak twierdzi – ze wzajemnością. Na filmikach, które publikuje na tweetterze pod nickiem @jolka93, opowiada o początkach swojej znajomości z Dudą, które sięgają roku 2015.

Relacja miała się zacząć na spotkaniu u wspólnych znajomych w Tarnowie i trwać aż do listopada 2019. Jolka z przekonaniem opowiada, że w tym czasie dokumenty rozwodowe Andrzeja i Agaty Dudy znajdowały się już w kancelarii prawnej w Krakowie i że proces rozwodowy wstrzymany został na polecenie Jarosława Kaczyńskiego w trakcie kampanii prezydenckiej. Pod filmem szybko pojawia się komentarz osoby, która potwierdza te informacje pisząc, że faktycznie papiery rozwodowe pary prezydenckiej leżą do dzisiaj zamknięte w szufladzie jednej z krakowskich kancelarii.

Serce prezydenta

Bliska relacja prezydenta i Jolki Rosiek rozwijać się miała w trakcie kolejnych intymnych spotkań pary – przede wszystkim w Tarnowie czy okolicach Starego Sącza, gdzie Andrzej Duda odwiedzał swoją rodzinę. Początkowo, jak mówi Rosiek, nikt nie utrudniał im spotkań, jednak z upływem czasu było coraz gorzej, „otoczenie prezydenta” zaczęło stwarzać problemy. Dziewczyna twierdzi, że wielokrotnie prosiła Andrzeja Dudę o upublicznienie ich związku, ale tłumaczył, że gdyby to zrobił, oboje nie mieliby życia w tym kraju. I z dużą dozą prawdopodobieństwa miał rację. Tak by się właśnie stało.

To wszystko co piszę jest prawdą. Niczego sobie nie wymyśliłam. Nie jestem osobą chorą
Jola Rosiak

Jolka wypowiada się spokojnie i rzeczowo, używa racjonalnych argumentów. Daleko jej do bycia elokwentną i super inteligentną, jak skomplementował ją jeden z internautów w komentarzu na twitterze, ale nie sposób odmówić jej tak zwanej życiowej mądrości i zdrowego rozsądku. Na zarzut, że jest podstawiona przez opozycję odpowiada, że nigdy nie była zwolenniczką KO i KOD i że nie posiada żadnych kontaktów w tych kręgach – niedowiarków zachęca do przeprowadzenia śledztwa w tym zakresie. Tydzień temu publikuje na twitterze filmik, na którym jej przyjaciółka z Tarnowa – ta sama, u której spotkali się pierwszy raz z prezydentem Dudą – potwierdza wszystkie fakty, podane wcześniej przez Jolkę i zadaje Andrzejowi Dudzie pytanie, o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego on nie chce teraz potwierdzić tej relacji, skoro wcześniej tyle razy deklarował miłość do Joli, czego przyjaciółka miała być świadkiem.

Płomienne wiadomości

Po opublikowaniu nagrania Jolka zadaje w komentarzu przytomne pytanie retoryczne – czy przyjaciółka zaryzykowałaby własny wizerunek, a być może także zdrowie i życie, gdyby miała świadczyć nieprawdę? Jako dowód miłości prezydenta zawiedziona dziewczyna publikuje także szereg płomiennych smsów od głowy państwa z ostatnich kilku miesięcy. Sceptycy utrzymują co prawda, że ich styl „nie jest stylem prezydenta”, ale właściwie – skąd ta pewność? Kto z nich otrzymywał kiedykolwiek miłosne wiadomości od Andrzeja Dudy? Tym bardziej, że w tych udostępnionych światu przez Rosiek nie ma żadnych poważnych błędów stylistycznych czy ortograficznych, a jedynie brak znaków interpunkcyjnych albo przestawienie składni – tak przecież charakterystyczne dla pisanych naprędce, być może także w ukryciu, krótkich wiadomości tekstowych.

Andrzej Duda i Agata Kornhauser-Duda, fot. Jakub Szymczuk/KPRP

Jolantę Rosiek najbardziej boli teza, że jest psychicznie chorą stalkerką. Takie zarzuty pojawiają się masowo pod każdym jej twittem, w komentarzach pod artykułami na temat jej relacji z PAD oraz w samych artykułach prasowych – nawet tych, które początkowo wydają się być przyjazne dziewczynie, jak tekst opublikowany w Gazecie Wyborczej 20 lutego przez Żanetę Gotowalską. Rosiek cierpliwie tłumaczy absurdalność tego typu podejrzeń, pyta o dowody na jej psychiatryczne leczenie i trafnie zwraca uwagę na to, ile osób przed nią w krajach rządzonych autorytarnie było posądzanych o problemy psychiczne po tym, jak ujawniały sprawy niewygodne dla władzy.

Dziennikarze: zadajcie pytania!

Kilkakrotnie ponawia prośbę do dziennikarzy, żeby zaczęli w końcu zadawać niewygodne pytania na temat ich relacji Andrzejowi Dudzie, a ją zostawili już w spokoju. Sama także apeluje do prezydenta o wykazanie się odwagą cywilną i przyznanie się do tego, jak jest z nimi naprawdę. Z jej słów jasno wynika, że traktuje całą tę sytuację jak pretekst do wyrwania ukochanego ze świata polityki, którego – jej zdaniem – Duda ma szczerze dosyć, o czym często jej wspominał. Podobno wcale nie chciał kandydować po raz kolejny na urząd prezydenta, do czego – zdaniem Joli – został zmuszony.

Wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z zawiedzioną miłością, która cierpliwie, ponad cztery lata czekała na to, aż ujrzy światło dzienne. Ponieważ okazało się to niemożliwe – wzięła sprawy we własne ręce. Stąd obecność Jolanty Rosiek w Zakliczynie, dwa dni przed Walentynkami – chociaż nigdy wcześniej nie bywała na spotkaniach prezydenta z obywatelami. Stąd pęd do ostatecznego wyrwania kochanego mężczyzny ze szpon prezesa Kaczyńskiego, PiSu, zimnej (zdaniem Jolki) żony Agaty i całej polityki. Podświadomie jest to też pewnie ważny element zemsty za wszystkie lata konieczności ukrywania związku. Wystarczy uważniej przyjrzeć się zdjęciom z Zakliczyna – na twarzy dziewczyny maluje się nie tylko zakochanie bez pamięci. Widać tam także desperację.

Niebezpieczeństwo!

W komentarzach pod twittami Jolanty Rosiek stosunkowo wcześnie pojawiły się głosy o potencjalnym niebezpieczeństwie, na które swoją aktywnością naraża autorka siebie, rodzinę i przyjaciół. Przez 18 dni dziewczyna zdawała się być nieczuła na te ostrzeżenia – w żaden sposób się do nich nie odniosła.

Wczoraj, 1 marca, jej konto twitterowe zostało skasowane.

autor: Krystyna Kozioł

Zobacz także

„Zawsze czułem się jak Barbie”

Redakcja

Czy TVP popiera mordowanie pedofilów? Szokujące…

Redakcja

Zabiłby Polaków, udawał, że strzela… Kontrowersyjny wyrok sądu

Redakcja

2 komentarze

Anna 2 marca 2020 at 06:36

Co za głupoty, to chyba dobrze, że w końcu to wykasowali! A Wy powtarzacie to jeszcze, Zielke stracił wiarygodność, co z Sadowskim?

Odpowiedz
paulina 2 marca 2020 at 14:32

czemu nie ma nic o Marianie Kowalskim postrzelonym przez Kaczyńskiego w obronie PAD ? o smsach od Kaczyńskiego do Pani Joli? i o telepatycznej więzi między Panią Jolą a PAD?

Odpowiedz

Skomentuj

Ta strona używa plików cookies, aby usprawnić jej działanie. Twoja prywatność jest chroniona zzgodnie z naszą Polityką Prywatności Akceptuję Czytaj więcej

Polityka Prywatności