Sport Wybór redakcji

Bieg Urodzinowy w Gdyni. Zmarł jeden z uczestników

Na mecie niedzielnych zawodów biegowych w Gdyni umarł człowiek. To tragedia, ale warto przypomnieć: ludzie nie umierają od biegania

W niedzielę, 16 lutego odbył się Bieg Urodzinowy w ramach Grand Prix Gdynia 2020. Biegi dorosłych trwały od rana na dystansach 5 i 10 km. W tym roku w zawodach wzięło udział ponad 2,5 tysiąca uczestników. Niestety jeden z zawodników, zaraz po przekroczeniu linii mety stracił przytomność.

Tragiczny wypadek

Służby medyczne błyskawicznie rozpoczęły reanimację, jednak nie udało się uratować 48-letniego mężczyzny. Zawodnik brał udział w biegu na dystansie 10 km. Z informacji policji wynika, że mężczyzna po dobiegnięciu na metę, miał chwycić się za serce, a następnie zasłabnąć. Prokurator podjął decyzję o przeprowadzeniu sekcji zwłok.
– Zawodnikowi została udzielona natychmiastowa pomoc przez służby ratownicze i medyczne. Niestety, nie udało się przywrócić funkcji życiowych – napisali organizatorzy na stronie gdynia.pl.

Bieganie to zło

Przykro, że każda okazja jest dobra dla malkontentów. Przy okazji wpadki na zawodach, czy tragedii takiej jak wczorajsza, można przeczytać w Internecie liczne komentarze, że sport nie jest zdrowy, a bieganie zabija… Tak, i podczas wielkich światowych biegów zdarzają się tragedie. Niestety, co jakiś czas także w Polsce umiera ich uczestnik. W październiku 2019 zmarł biegacz maratonu w Poznaniu. We wrześniu 2017 umarł uczestnik PZU Maratonu Warszawskiego, a Kenijka zasłabła 800 m przed metą, po przebiegnięciu ponad 41 km. W kwietniu 2007 zmarł 38-letni biegacz w trakcie Orlen Warsaw Marathon… Ale to nie bieganie jest przyczyną ich zgonów – najczęściej to choroba serca.
Kardiolodzy przypominają przy takich okazjach, że bieganie jest bardzo zdrowe dla układu krążenia. Treningi wzmacniają serce, pozwalają spalać nadmiar tkanki tłuszczowej, przyczyniają się do zmniejszenia ryzyka zawału. Kardiolodzy mówią: żaden lek nie zastąpi ruchu ludziom zdrowym. A osoby z chorym sercem nie powinny biegać.

Bierność… większe zło

Człowiek zaczynając treningi biegowe tak cieszy się rosnącą sprawnością, że do głowy mu nie przychodzi zrobienie porządnego bilansu zdrowia. W 99 proc. nie jest to potrzebne. Ale z tego 1 procenta chorych bez postawionej diagnozy biorą się takie tragedie jak wczorajsza.
– Co jakiś czas słyszymy o takich tragicznych zdarzeniach i chyba są one nie do uniknięcia. Nie wierzę w to, że wszyscy amatorsko biegający w biegach masowych mają pojęcie o stanie swego wytrenowania i zdrowia. Ba, nawet wyczynowcy czasami „odchodzą”, bo przesadzili z wysiłkiem. Choć organizm zawsze wysyła sygnały alarmowe. Ambicja nie zawsze i wszędzie jest dobrym doradcą – napisała jedna z osób komentując post z wydarzenia biegowego opublikowany na Facebooku.
Źle by było, gdybyśmy przez takie wypadki odwracali się od sportu. Bo… nie sport, a bierność to droga do wszelkich chorób. Słusznie mówi się, że więcej ludzi umiera podczas oglądania transmisji z zawodów sportowych niż podczas udziału w nich.

Anna Zielińska
Źródło: fb/tokfm.pl /TVN 24 Foto: gpxgdynia.pl

Zobacz także

Kryptowaluty wkraczają w świat piłki nożnej

Natalia Klimczak

W PiS trwa brutalna wojna gangów. Jeśli Ziobro to przetrwa…

Redakcja

Czy w Szwecji powstanie stadion Lenina i komunistyczne sportowe imperium?

Natalia Klimczak

Skomentuj

Ta strona używa plików cookies, aby usprawnić jej działanie. Twoja prywatność jest chroniona zzgodnie z naszą Polityką Prywatności Akceptuję Czytaj więcej

Polityka Prywatności